7 gru
Z pewnością wielokrotnie już podejmowano temat odnośnie tego, która piłka jest na wyższym poziomie – ta reprezentacyjna, czy też klubowa. Dziesiątki, jeśli nie tysiące jajogłowych fachowców od piłki nożnej rozmyślało już czy galaktyczna Barcelona pokonałaby mistrzów Europy i świata Hiszpanów, czy level piłkarskich mistrzostw globu jest wyższy od meczów Ligi Mistrzów. Problem ten choć interesujący, wydaje mi się całkowicie niemożliwy do zweryfikowania. Bo jak tu niby zorganizować starcie Hiszpanów z barcelończykami, skoro kręgosłup ekipy Pepa Guardioli stanowią właśnie kadrowicze państwa z półwyspu Iberyjskiego? Zaczęło mnie to zastanawiać po tym, kiedy przypomniałem sobie słowa Leo Benhakkera, byłego coacha polskiej reprezentacji, który co chwila wspominał, iż dany zawodnik nie osiągnął jeszcze niezbędnego poziomu reprezentacyjnego. A w jaki level osiągnął gracz powiedzmy z doświadczeniem gry w Chamions League, który jednak z obojętnie jakiego powód nie jest w reprezentacji swojego kraju? W końcu jaki poziom prezentują nasi obecni kadrowicze, z których kilku grywa przecież w najsilniejszej lidze Starego Kontynentu, kilku z nich rywalizuje przecież także w LE. Mimo tego, ogólnie generalnie akceptowany przez naszych piłkarskich kadrowiczów Franciszka Smudy poziom to mistrzowski, jeśli weźmiemy oczywiście zdolności picia przez nich napojów wyskokowych. Podchodźmy jednak do sprawy bardziej rozsądnie. Za niecałe dwa lata Polska, z racji bycia współgospodarzem Euro 2012 zagra przynajmniej trzy pojedynki z liczącymi się państwami tej części świata. Aby nie skończyło się tak, jak zwykle, tzn. spotkaniem otwarcia, o wszystko i o honor, musimy liczyć na cud, albo, jak uważa telewizyjny ekspert Bożydar Iwanow, wymiany selekcjonera. Nie mam pojęcia co trzeba zrobić, wiem jednak co uczynić by się przydało. Przestać interesować się piłką nożną i zająć się sportem bardziej konstruktywnym, np. tenisem stołowym.
Leave a reply